
Golub-Dobrzyń zachwyca górującym nad miastem zamkiem. Choć zbudowany przez Krzyżaków, swym wyglądem przypomina bardziej renesansową rezydencję pałacową niż gotycką warownię. To zasługa Anny Wazówny, która w 1611 r. objęła starostwo golubskie. Królewna tak upodobała sobie golubski zamek, że troszczy się o niego do dziś. Podobno można ją ujrzeć jak, odziana w białą szatę, przechadza się nocą po zamkowych krużgankach…

Z dziedzińca na piętro zamku prowadzą tzw. końskie schody. Swoją nazwę zawdzięczają rycerzom, którzy wjeżdżali nimi konno do samych komnat. Miejscowa legenda ostrzega – kto wchodząc na schody obejrzy się za siebie, ten w ciągu roku zarży w najmniej odpowiednim momencie.

Stojąc na krużganku udaj się do jednego z niewielkich, ukrytych w murze, pomieszczeń. To dawne cele pokutnicze, w których zamykani byli grzeszni bracia zakonni, by modląc się w odosobnieniu mogli odpokutować swoje winy. Podobno każdy, kto ma coś na sumieniu, powinien wejść do celi, a odpuszczone zostaną mu jego grzechy.